Jak premier Beata Szydło przyznaje premię?

Beata Szydło – Jeżeli ktoś nadal uważa, że Polska to biedny kraj, może bardziej powinien się przyjrzeć, na co idą NASZE pieniądze, z resztą bardzo ciężko zarobione i kto tak naprawdę za naszą pracę pławi się w luksusach, no, bo na pewno nie zwykły szary Polak.

Beata Szydło

O tym, że Beata Szydło dosłownie roztrwoniła pieniądze, NASZE pieniądze to już zapewne każdy wie, bo o sprawie było głośno. Jednak warto o tym pisać wciąż i, wciąż i jeszcze raz, aby do każdego po kolei dotarło, gdzie idzie większa część naszej pensji! W wielu polskich rodzinach bieda piszczy tak, że dzieciaki chodzą i zbierają na chleb. Ilu naszych rodaków uciekło z kraju, za lepszym pieniądzem? Ilu z bliskich, członów rodzin, przyjaciół straciliśmy, bo nie mieli już oni siły patrzeć, co dzieje się w naszym państwie?! Tymczasem rząd, zamiast starać się pomóc nam, powstrzymać emigrację, co robią z naszymi pieniędzmi? Przyznają je, jako nagrody WSZYSTKIM ministrom Zjednoczonej Prawicy. Mówimy tu na prawdę o bardzo grubych pieniądzach. Błaszczak Mariusz otrzymał 82 100 zł sumy nagród brutto! Czyli chwila, jaka to jest średnia miesięczna? Ahh skromne 6842 zł – przypominam, to nie jest tylko to, co minister dostawał, co miesiąc tylko DODATEK, a raczej premia do podstawowej wypłaty. Nie no oczywiście na tym nie koniec. Dwie osoby, a mianowicie Morawiecki i Zalewska otrzymali „skromne” 75 100zł, ale przejdźmy dalej. Tylko 72 100 zł nagrody otrzymali Bańka Witold, Gliński Piotr, Streżyńska Anna, Waszczykowski Witold, Ziobro Zbigniew. Troszkę mniej, bo zaledwie 70 100zł „należało się” Adamczykowi, Macierewiczowi, Rafalskiej, Szyszko, Tchórzewskiemu. I przyszła kolej na tych, co zasłużyli się chyba najmniej dla kraju, ponieważ otrzymali oni „skromne” 65 100 zł, a „poszkodowanymi” są: Gowin Jarosław, Gróbarczyk Marek, Jurgiel Krzysztof, Kamiński Mariusz, Kempa Beata, Kowalczyk Henryk, Radziwiłł Konstanty, Witek Elżbieta. Pani premier sama sobie również przyznała bardzo „małą” nagrodę w wysokości 65 100 zł – gratulujemy skromności! Nie zapominajmy, że to nie koniec. Przecież jest jeszcze tyle wspaniałych osób, które trzeba nagrodzić z pieniędzy Polaków. Nie zapominajmy o ministrach z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Dowiat-Urbański Dobrosław, jako jedyny otrzymał 59 400 zł, zaraz po nim 56 400 zł Szrot Paweł. Tylko 51 400zł otrzymali od pani premier Anders, Lipiński, Małecki, Naimski, Schreiber, Szefernaker, Wąsik. Uff dużo tego prawda? Niestety jeszcze po 39 800 zł Pinkas i Wild i ostatki budżetu, czyli 36 900 zł „należały się” Bochenkowi Rafałowi. Co tu dużo pisać? Buzia opada do samej ziemi.

Cała burza o takie nagrody rozpętała się dzięki Krzysztofowi Brejza, który jako jedyny 13-12-2017 roku zgłosił się do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z pytaniem ile pieniędzy otrzymali członkowie gabinetu Beaty Szydło. Kiedy poseł zobaczył te kolosalne sumy ponownie zwrócił się z pytaniem, kto takie nagrody w ogóle przyznał. Odpowiedź była jasna — decyzję o taki premiach podjęła osobiście Beata Szydło. Oczywiście nie obyło się bez krytyki ze strony Opozycji za tak rozrzutny gest premier nie pomijając faktu, że sobie samej również nie żałowała pieniążków. Wystąpiono o zwrot premii. Jako pierwszy zgłosił się Matusz Morawiecki, który poinformował, że swoje pieniądze chce przeznaczyć na cele charytatywne, zapowiedział on, że dopilnuje, aby ministrowie, wiceministrowie i sekretarze stanu przestali otrzymywać premie i nagrody.

Dopiero po miesiącu, kiedy afera już trwała Beata Szydło zdecydowała się osobiście zabrać głos w sprawie kolosalnych premii dla członków rządu. Jej słynne słowa „Te pieniądze im się po prostu należały” znalazły swoje zastosowanie w „konwoju wstydu”

zorganizowanego przez Platformę Obywatelką. Polegała ona na tym, że w kilkunastu miastach Polski przejeżdżały samochody z ruchomymi bilbordami, na których znajdowały się zdjęcia polityków wraz z sumą nagród, jakie zgarnęli w 2017 roku. Najbardziej, co denerwuje PO to fakt, że niegdyś skromna Beata Szydło teraz awanturowała się o swoją premię, którą notabene sama sobie przyznała. Jednak największe „Szydło z worka” wyszło, kiedy cała partia PiS biła brawo swojej premier. Tu, jak powiedział poseł Mariusz Witczak mogliśmy zobaczyć, jakie ma tak naprawdę oblicze Prawo i Sprawiedliwość – chciwe i pazerne. Przez to właśnie Platforma zdecydowała się rozpocząć akcję w Polsce, aby każdy rodak wiedział ile jego pieniędzy idzie na premie dla ministrów. Jak zaznaczył PO ma to na celu pokazać Polakom nowych milionerów dzięki budżetowi państwa.

Po przeprowadzonych sondażach okazało się, że aż 75% respondentów twierdzi, że członkowie rządu premier Szydło dostało swoje premie niesłusznie. Tylko 17% jest innego zdania, a 8% wstrzymało się od werdyktu. Dziwnym trafem po sondażach i wypowiedziach krytyki prezes PiS tak, jak bronił wcześniej przyznane premię, tak teraz zapowiedział, że ministrowie mają je przekazać na cele charytatywne. Mało tego zadeklarował, iż pensje, jakie otrzymują posłowie mają być zmniejszone o 20%! Wydawałoby się kolorowo i sprawiedliwie, ale PO uważa, że po pierwsze pieniądze te powinny zostać oddane do skarbu państwa, ponieważ skoro zostały one zabrane Polakom, to im powinno się je zwrócić. Po drugie uwagę należy także zwrócić na te obiecane 20% mniej do pensji, co one tak naprawdę oznaczają? Otóż miałoby się wydawać, że politycy może w końcu zobaczą jak to jest żyć od miesiąca do miesiąca. Nic bardziej mylnego. 20% mniej dla np. Jarosława Kaczyńskiego to zaledwie różnica 2 tys. Dopiero kiedy dowiemy się, że zgarnia on rocznie 185,2 tys. zł, a w tym 38,2 tys. zł od ZUS-u za emeryturę dociera do nas, że tak nap prawdę prezes Kaczyński wcale nie odczuje różnicy zaledwie 24 tys. mniej do swojego rocznego przychodu. Ah i nie zapominajmy, że TYLKO 135 tys. zł z kieszeni Polaków idzie na prywatną ochronę prezesa. Opozycja jest zdania, że te śmieszne cięcia w wypłatach mają odwrócić tylko uwagę społeczeństwa od tego ile pieniędzy poszło na nagrody. Cóż przynajmniej wiemy jak „skromnie” żyje Kaczyński. Mało tego, jeśli faktycznie dojdzie do obniżenia pensji posłów, to nie zapominajmy, że wciąż pobierają oni nie tylko wynagrodzenie sejmowe, ale również emerytury z ZUS-u i to niemałe. Sam Szyszko dzięki emeryturze w portfelu przechowuje, co miesiąc 7 tys. zł! Plus roczny dochód 195,9 tys. zł! To nie jedyna osoba, która zgarnia majątek z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Drugą na liście jest Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO, której wysokość miesięcznej emerytury wynosi 6,9 tys. zł plus roczny zarobek 134,8… łzy do oczu same napływają czytając, jakie to pieniądze potrafią zarabiać ludzie, którzy…no właśnie, którzy tak naprawdę, co robią? A gdyby tak, każdemu z nich dać gołe 2000 tys. zł miesięcznie, bez premii, bez nagród, z czego trzeba opłacić rachunki, czynsz i zostawić coś na życie… nie to nie dramat drodzy politycy, to życie większości Polaków.

Viktor Orban

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *